Podróż zaczęła się od przeszkody: utknęliśmy na granicy bośniacko-serbskiej, ze złym dowodem rejestracyjnym. W ciągu 24 godzin udało nam się sprowadzić prawidłowy dowód i mogliśmy kontynuować wyprawę. Bośnia to wodospady, urokliwe miasta i Sarajewo, którego się nie zapomina. Awaria auta dzień przed Ramadanem pozwoliła zapamiętać, że po bośniacku “łożysko” to ležaj, które w garażu, od podstaw, na tokarce, stworzył nam bośniacki mechanik.
Ta relacja wciąż powstaje. Zapisz się na newsletter, aby otrzymać powiadomienie gdy będzie gotowa!